piątek, 22 listopada 2013

NIEDŹWIADEK TADEK

Był sobie raz niedźwiadek Tadek
Słynął on z tego, że był niejadek.
Podczas, gdy inni lubili miód
On beztoskie życie bez miodu wiódł.

Asortyment miał on niezwykle wąski,
bo pociągały go roślinne przekąski.
Stokrotki, kaczeńce a nawet maki,
bo ten niedźwiadek po prostu był taki.

Nad rzeczką, gdy jego bracia łowili ryby
On zapuszczał się do lasu na grzyby.
Potrafił szukać ich bez pamięci,
bo mawiał, że grzyby to coś, co go kręci.

Dziwiła się cała niedźwiedzia brać,
co też z niedźwiadkiem tym może się stać.
Ale ten nic sobie z tego nie robił
Przecież nie będzie się nad tym tak głowił.

Jest, jaki jest i lubi roślinki,
nawet, gdy inni stroją wciąż minki.
Wszystko ma swój niepowtarzalny smak
Nie można zmnienić nikogo ot tak.

środa, 20 listopada 2013

UWAGA KONKURS DLA NAJMŁODSZYCH :)

Uwaga uwaga drodzy rodzice i drogie dzieci. Ogłaszam  konkurs na ilustrację do wiersza o króliku. To dziecko, które narysuje najładniejszy obrazek króliczka wygra a nagrodą będzie osobista dedykacja wiersza oraz umieszczenie tego rysunku na moim blogu. Zapraszam do zabawy wszystkie dzieci te większe i te najmłodsze.

wtorek, 29 października 2013

SARNA ANNA

Sarna Anna ma wychodne,
więc przymierza ciuszki modne.
Nic jej jednak nie pasuje
wiele Annę to kosztuje.

Suknia biała, czarna, złota
wybrać ciężka to robota.
Dylematów ma tysiące
zaszło już znudzone słońce.

Wszyscy sarnę popędzają,
bo zabawa jest tuż tuż.
A sarenka wciąż w rozsypce
problem większy ma więc już.

Wtem do Anny wpadła mama
matko święta, co za dama!
Stroisz się godzinę trzecią
zaraz wszyscy stąd odlecą.

I zostaniesz całkiem sama,
bos kapryśna młoda dama.
Zostaw wszystko tak jak leci
po co suknia, która świeci?

Najładniejszą masz na sobie
równą każdej tej ozdobie.
Bo nie zawsze to, co świeci
jest najlepsze drogie dzieci!

piątek, 7 czerwca 2013

ZOSIA I JEJ ZWIERZYNIEC

Była sobie Zosia mała,
która pieska pokochała,
kotka, myszkę, ptaszka też
kręcił ją więc każdy zwierz.

Obmyśliła pomysł taki,
że na prezent chce zwierzaki

Mama się za głowę chwyta,
tata aż zębami zgrzyta.

Zosia cała uchachana
od rodziców chce warana.
Zosiu, Zosiu, co ty chcesz?
Czy już wiesz to? Czy już wiesz?

Po co ci zwierzyniec cały?
Czy nie lepiej piesek mały?
Zosia tak się zastanawia,
oglądała też żurawia.

W końcu tata rzecze tak:
wybierz kotku: pies, czy ptak.
Zosia zatem wybrała psa,
pies pojawił się raz dwa.

Dziś jest Zosia duża już,
wybór jasny jest tuż tuż,
dokonany za pierwszym razem,
bo została weterynarzem!

PCHEŁKA

Była sobie pchełka mała,
co w koteczku się kochała.
Rozgościła się w futerku,
bo jej miło jest w ciepełku.

Uwinęła sobie gniazdo
tuż za uchem kotka burka.
Drapał się kot łapką każdą,
bo go bardzo swędziała skórka.

Pchełka tak się zakochała
w kocim futrze bez pamięci,
że rozstawać się nie chciała,
bo ją kotek strasznie kręcił.

Burek w końcu zniesmaczony
obecnością gościa tego
machnął łapą zakręcony
wyrzucając z futra swego.

Mała pchełka obrażona
na koteczka czyny takie
spakowała swe walizki
pojechała w ciepłe kraje
rozglądać się za innym nieborakiem.

NIESFORNA OWIECZKA JULEK

Była sobie owca mała,
która stale rozrabiała.
Wszystko wokół rozwalała,
nieraz mamę okłamała.

Nie umiała się zachować
wszystkich chciała naśladować.
Zamęczała owczy świat,
wszystko było jej nie tak.

Narzekała na swój wiek,
zamiast trawy chciała stek.

Denerwowała ją jej biel,
chciała zmienić ją na czerń.

Mama, tata się martwili,
co wyrośnie z owcy tej.
Ale ona stale kwili,
że miast bieli woli czerń.

Pewnej nocy w świetle gwiazd,
ku zdziwieniu ptaków gniazd
wytaplała się w bajorku,
jakby była w Nowym Yorku.

Gdy wróciła do zagrody
nikt nie poznał tej szkarady.
Cała czarna od stóp do głów,
przestraszyła stado krów.

Wszystkie owce podniosły krzyk,
co to u licha jest za wybryk.
Nikt nie poznał owcy małej
i pognały jak najdalej.

Biedna owca wpadła w płacz
i ryczała jak ta klacz.
Mamo, tato na ratunek,
to wszak ja, wasz mały julek.

Jak ją oni zobaczyli,
zaraz kąpiel poradzili.
Odtąd Julek przestał chcieć
całe czarne futro mieć.

sobota, 6 października 2012

ZMARTWIENIA MAŁEGO KOZIOŁKA

Mały kozioł fiku miku
zmartwień dzisiaj miał bez liku.
Poplątały mu się rogi
w domu czekał ojciec srogi.

Na śniadanie nie zjadł sera
nikt go nigdzie nie zabiera.
Zgubił dziś do lasu drogę
Stale mówi: ja nie mogę.

Mamie mówi: boli brzuszek, boli główka
szkolna jego to wymówka.
Bolą kozła wszystkie nogi.
Co się dzieje? Koźle drogi!

Nie chce mu się uczyć wcale
zgubił mamie jej korale.
Wszystko dziełem jest przypadku.
Drażnił kozłów aż pół światku.

Pyta ojciec, pyta matka,
co się dzieje z ich koziołkiem.
Przyszła nawet ich sąsiadka
porozmawiać z tym matołkiem.

W końcu kozioł ten nieborak
postanowił zabrać głos.
Opowiedział swą historię,
która brzmiała właśnie tak:

Usłyszałem dziś przypadkiem
zajadając trawkę zdrową
jak koziołki z mojej klasy
rozmawiały z jedną krową.

Widzieliście jego rogi,
jakie dziwne one są?
Jakieś śmiesznie kolorowe,
długie takie aż się gną.

Umaszczenie też nie takie
różni się od naszych też.
Ni to siakie, ni owakie,
ni to wiśnia, ni to beż.

Więc koziołek zasmucony
nie ma chęci bawić się,
ani chadzać już do szkoły,
bo wyglądu wstydzi się.

Na to mówi mama jego
każdy inny przecież jest
nie wstydź się z powodu tego,
że twój wygląd budzi śmiech.

To, co myślą inni sobie
to nieważne, uwierz mi.
Ważne to, co w środku w tobie,
o czym inny tylko śni.